Dość już tej ściemy
Kiedyś mówiono, że reklama jest dźwignią handlu, dzisiaj mówi się, że dobry marketing to więcej niż połowa sukcesu. I jedni i drudzy mają rację, ponieważ i w jednym i drugim przypadku chodzi o to, aby namieszać ludziom w głowach i wyciągnąć kasę.
Aby sprzedać jak najwięcej kart kredytowych, wcisnąć klientom „korzystne kredyty”, namówić na „najlepsze lokaty” itd. Nie tak dawno jeszcze banki wysyłały do niespodziewających się takich prezentów karty kredytowe pocztą. Ale tym samym bankom, a raczej bankowcom, nie przyszło już do głowy /nie chciało przyjść?…/, aby poinformować swoich klientów o zasadach ich funkcjonowania. A kredyty gotówkowe? Niby wszystko w porządku. Kredyty bez zasięgania opinii w biurze informacji kredytowej? Proszę bardzo. Kredyty bez zaświadczenia i kredyty bez poręczycieli – nie ma sprawy. Niskie oprocentowanie, korzystne warunki, najlepsze oferty, promocje, rabaty, bonusy. Wszystko to obiecują banki w swoich ofertach. Schody zaczynają się przy podpisywaniu umów i późniejszych spłatach. Okazuje się wtedy, że kredyty bez zaświadczenia i kredyty bez poręczycieli to zwykła ściema i że trzeba jednak dostarczyć dodatkowe dokumenty, banki zasięgają opinii w biurze informacji kredytowej, a kredyt, który miał być oprocentowany na 10-15% de facto jest oprocentowany na 60%. Jak to się stało? Po prostu, chcąc ominąć przepisy ustawy antylichwiarskiej banki umiejętnie ślizgają się po niej wprowadzając opłaty przygotowawcze, podnosząc prowizje marże, także każą ubezpieczać kredyty. Kiedy taki „doinformowany” klient zaczął wszystko zliczać to okazało się, że koszty kredytu w zastraszający sposób rosną, że oprocentowanie kredytu wprawdzie jest w normie, ale rzeczywiste jego koszty są kilkakrotnie większe. Poinformowana o takich praktykach Komisja Nadzoru Finansowego bezradnie rozkłada ręce, ponieważ banki nie łamią przepisów, a tylko sprytnie je obchodzą. Po co więc mieszać ludziom w głowach? Ano po to by ich w klasyczny sposób oskubać, aby wmawiając klientowi, że kredyt jest tylko i wyłącznie na dowód osobisty i do tego tani jak przysłowiowy barszcz, przekonać go do swojej oferty. No i klient daje się na to nabierać i traktuje kredyty bez poręczycieli i bez żadnych zaświadczeń i tylko na dowód jako dopust Boży i jako jedyną szansę na zdobycie gotówki. Rozczarowanie przychodzi już przy pierwszym kontakcie z bankiem, dlatego najlepiej sprawę załatwić pytając już na początku o konkrety
